a0c498ody>
Księga Gości
zobacz

Rozdziały
Rozdział I Na ulicy Pokątnej
Rozdział II Podróż do Hogwartu
Rozdział III Co z tobą, James?
Rozdział IV Szlaban i koniec, James, z piciem z mojego stawu!
Rozdział V"Chropianki są małymi pasożytami, których długość dochodzi do jednej dwudziestej cala"
Rozdział VI Nieoczekiwany i niemożliwy do zatrzymania zwrot wydarzeń
Rozdział VII Nigdy nie kłóć się z idiotom, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem
Rozdział VIII Mapa Huncwotów
Rozdział IX Lily jest chora...
Rozdział X Splamiony honor Huncwota
Rozdział XI Eureka!
Rozdział XII Koszmaru ciąg dalszy.
Rozdział XIII Wszystko jest kwestią wyborów.
Rozdział XIV O uczuciach słów kilka.
Rozdział XV Wyzniania.
Rozdział XVI Prawda w oczy kole.
Rozdział XVII Bardzo (nie)wesołe święta.
Rozdział XVIII Powiew przeszłości.
Rozdział XIX Miłość rządzi się swoimi prawami.
Rozdział XX Napij się ze mną, a powiem Ci, co o Tobie myślę.
Rozdział XXI 1. stycznia 1977r.
Notki specjalne
Wesołych świąt!
Jak to powinno wyglądać - czyli krótkie rady dla bohaterów od Pauliny.
Archive
2010
XI (6)
XII (2)

2011
I (4)
II (1)
IV (1)
VIII (2)
IX (2)
X (2)
XI (2)
XII (1)

2012
I (1)
II (1)
V (1)



Avatar
http://avatar.g.mylog.pl/avatars/118448350
Dodaj do ulubionych
Link me

Polecane
Phoenixa
Sam Morgan
Świat Lily
Alexis
O mnie
O mnie

Top listy

Opowiadania o Harrym

Potterze


Opowiadania HP

Lay
by Andrea
only for Asia ;*

21. 1. stycznia 1977r.

poniedziałek, 14.maja.2012, 23:33
Wróciłam! Tryumfuję! To już koniec pisemnych matur dla mnie ;) Jeszcze tylko ustny polski pojutrze i angielski 23., ale najgorsze mam za sobą, więc wracam do Was zgodnie z umową po 78 dniach ;) Przynoszę też niewielki prezent: nowy rozdział! Może i nie jest za długi, ale dla mnie wyjątkowo sympatyczny - może dlatego, że tak długo nie pisałam i bardzo się za tym stęskniłam. W każdym razie wracam na dobre i w związku z tym, że będę miała więcej wolnego czasu, jeśli mi wena dopiszę będę pisała częściej niż wcześniej :)
A teraz, enjoy!
***

To nic, że był 1. stycznia. To nic, że zegar nie wybił jeszcze dziesiątej. To nic, że James z każdym krokiem czuł pulsujący ból głowy. Każdą komórką swojego zdrętwiałego ciała żałował wczorajszego wieczora. Jak mógł dać się wciągnąć w tą wymianę zdań? Nie powinien się otwierać przed Lily, to było niezwykle głupie z jego strony. Czuł, że słono za to zapłaci. Potargał mokre jeszcze włosy idąc po zamarzniętej murawie boiska. Przerzucił miotłę z prawej do lewej ręki i energicznie pchnął drzwi do szatni. Stanął jak wryty, kiedy zobaczył kto siedzi na jednej z ławek.


***


- Nie chcę o tym rozmawiać – powiedziałam stanowczo i wstałam z łóżka unikając oskarżycielskich spojrzeń rzucanych w moją stronę.
- Ona nie chce o tym rozmawiać – zakpiła Dorcas.
- To co się stało zeszłej nocy było głupie i bardzo tego żałuję – skłamałam gładko i zaczęłam zbierać z podłogi wczorajsze ubranie. Złota sukienka była przesiąknięta zapachem Jamesa, a mnie coś ścisnęło w żołądku. Postanowiłam zignorować to uczucie i winę zwalić na kaca.
- Ale co tam się w ogóle stało? – drążyła Ann zajmując strategiczną pozycję naprzeciwko drzwi do łazienki, żebym nie miała gdzie uciec.
- Zaczęło się od tego, że Dorcas się urodziła… - rzuciłam sarkastycznie patrząc z wyrzutem na Meadows. – A mówiąc poważnie, to ta czarna, zdradziecka, tak zwana „przyjaciółka” zawołała Jamesa, a sama się zmyła. On podszedł i zaczęliśmy rozmawiać – westchnęłam mnąc dalej w palcach sukienkę z wczorajszej zabawy. – Powiedzieliśmy sobie wszystko co nam leżało na wątrobach i… trochę za dużo wypiliśmy, no i jakoś tak wyszło. To był jednorazowy wyskok i nic dla mnie nie znaczył. Po prostu zrobiliśmy się nieco sentymentalni i tyle.
Popatrzyłam na dziewczyny, które z początku przyglądały mi się nieufnie. Wzniosłam brwi do góry na znak, że już nic nie mam do dodania, więc chcąc nie chcąc przestały mnie naciskać. Chociaż wiedziałam, że to jeszcze nie jest koniec.
- A swoją drogą… Widziałam, że się zaprzyjaźniłaś z Noah – mruknęła Dorcas zerkając na Ann z przekornym uśmiechem.
- Oj, proszę Cię… - westchnęła w odpowiedzi. – Nie wysuwaj pochopnych wniosków. Nie mam na razie ochoty na związki, prawda Liluś?
- W pełni popieram.
- No nie wierzę! Jak to możliwe, że JA jestem w związku, ba! Jestem z tego powodu zadowolona, a WY mówicie mi, że nie macie na to ochoty? – zdziwiła się Dorcas.
- Ludzie się zmieniają… - zakończyłam enigmatycznie i zostawiając wreszcie sukienkę, weszłam do łazienki.


***


- Syriusz, obudź się! Wstawaj! – krzyczał Remus potrząsając przyjacielem.
- Czyś ty się Lupin z gumochłonem na mózgi pozamieniał?! Jest 10 rano! 1 stycznia!
Lunatyk nie wyglądał na osobę, która zrozumiała tę subtelną aluzję.
- Jedyne miejsce, gdzie teraz mój zapijaczony łeb może być to poduszka, albo kibel. Na razie nie chce mi się rzygać, więc wybieram poduszkę. Żegnam! – zakończył i zasunął kotary przy łóżku. Remus jednak nie dał się tak łatwo zbyć. Jednym ruchem rozsunął zasłony, a drugim chwycił Syriusza za kostkę i wyciągnął z pościeli.
- Potyrało cię kompletnie?! – ryknął Łapa, kiedy uderzył czołem o podłogę.
- Wstawaj, idziemy do biblioteki.
Black spojrzał na przyjaciela jakby mu właśnie powiedział, że McGonnagal czeka na niego naga w wannie.
- Pewnie będę żałował tego pytania, ale… po co?
- Chyba wiem gdzie możemy znaleźć przydatne informację na temat Westhouse’a.
Syriusz usiadł po turecku i westchnął głęboko, po czym skrzywił się, gdy do jego nozdrzy doleciał zapach trawionej wódki. Nie było sensu nawet mówić, że nigdy już nie będzie pił…
- Wiedziałem… Teraz mam poczuć moralny obowiązek, by pomóc przyjacielowi i całemu czarodziejskiemu światu, nie zważać na to przedziwne uczucie w moim żołądku i iść z tobą do biblioteki, tak?
- Tak.
- Znajdź sobie dziewczynę, Lupin. Brak seksu źle na ciebie działa.
Remus w porę ugryzł się w język zanim powiedziałby parę słów za dużo. Widząc konsternację na twarzy przyjaciela, nieźle ubawiony Syriusz wstał z podłogi i nieco niepewnym krokiem ruszył do łazienki.


***


- Co ty tu robisz? To szatnia Gryffindoru – rzucił oschle.
- Nie liczyłem na przyjacielską wymianę zmian, ale mógłbyś okazać trochę więcej wdzięczności – uratowałem ci tyłek.
James zignorował tę uwagę i zaczął czyścić rączkę swojej miotły. Obecność Snape’a przypominała mu o Wrzeszczącej Chacie i mimowolnie poczuł nieprzyjemny dreszcz na plecach. Nie był mazgajem i głośno by się do tego nie przyznał, ale kilka miesięcy w tak barbarzyńskich warunkach złamałyby najsilniejszego. Czasami zapominał nawet po co to wszystko robił.
- Czarny Pan zaczyna naciskać. Jakieś postępy w poszukiwaniu Przepisu?
- Nie, jestem tu zaledwie tydzień.
- W ciągu tygodnia on jest w stanie wymordować Londyn i okoliczne wioski. Postaraj się lepiej.
Severus skrzywił się lekko i patrząc w ziemie dodał cicho.
- Mogę pomóc.
James spojrzał na niego z niechęcią, ale postanowił tym razem nie unosić się dumą i skinął nieznacznie. Wrócił do polerowania miotły, a Severus uznając rozmowę za zakończoną, wyszedł na zewnątrz naciągając kaptur na głowę. Potter wyjrzał przez okno i zaklął pod nosem – cholerny deszcz.


***


- Pamiętasz jak James opowiadał nam o tym co przytrafiło się jego rodzicom?
Syriusz skinął głową na znak, że pamięta.
- No więc – kontynuował Lunatyk, - kuzynka Westhouse’a powiedziała, że mapa jest w zamku. Tam, gdzie Przepis się znajduję. Dodała też, że Fineasz zawsze najbardziej kochał Hogwart i twierdził, że najpiękniej wygląda w czerwcu. Skończył Hogwart w 1963 roku, pomyślałem, że można by zobaczyć czy w czerwcu tego roku nie wydarzyło się tu nic godnego uwagi…
- Przecież przeglądaliśmy Historię Hogwartu milion razy… - wyprzedził przyjaciela Black.
- Tak, ale nie…
- Rozszerzoną wersję sprawdzała Lily.
- Możesz mi nie przerywać? Nie sprawdzaliśmy jednej księgi. Samouzupełniającego się Jedynego Egzemplarzu Historii Hogwartu.
Syriusz uniósł jedną brew, gdy wchodzili na teren szkolnej biblioteki.
- Co to na Merlina ma być?
Jednak Remus już go nie słuchał. Poszedł szybkim krokiem w kierunku pani Pince, która bez słowa podała mu klucz do Działu Ksiąg Zakazanych. Syriusz podążył za nim choć nie do końca wiedział czego ma szukać. Lupin przelatywał wzrokiem po kolejnych nominałach lecz po około 5 minutach z niezadowoleniem stwierdził, że nigdzie nie może znaleźć poszukiwanego tomu. Postanowił zapytać się o niego bibliotekarkę. Ta spojrzała na Remusa z zakłopotaniem.
- Dumbledore wam pomoże – powiedziała tylko i odebrała im stary, mosiężny klucz.
Lunatyk od razu ruszył w stronę drzwi.
- Możesz mi powiedzieć co to za książka, której szukamy? – zapytał Syriusz po drodze do gabinetu dyrektora.
- Samouzupełniający się Jedyny Egzemplarz Historii Hogwartu to jedna z najbardziej strzeżonych książek. Co mi strzeliło do głowy, żeby szukać jej w bibliotece? Zawiera ona wszystkie informacje dotyczące zamku. Opisuje wszystko co się tu wydarzyło. Każde pomieszczenie, korytarz, klasę – wszystko. Sama się uzupełnia. Między innymi dzięki temu w Hogwarcie jest tak bezpiecznie. Właściwie kiedy się o niej dowiedziałem… no… to ona mnie nakłoniła do próby utworzenia Mapy Huncwotów.
Black spojrzał ze zdziwieniem na przyjaciela. Właściwie nigdy się nie zastanawiał skąd Lunatykowi wpadł do głowy taki pomysł. Zamiast tego w ciągu sekundy wymyślił 15 możliwości na zastosowanie Mapy do celów nie zupełnie zgodnych z regulaminem.
Zapukali do drzwi gabinetu i odpowiedziało im ciche „proszę”. Lunatyk od razu przeszedł do rzeczy.
- Profesorze Dumbledore. Tak pomyślałem, że, w związku z tym, co mówili rodzice Jamesa, może coś wartościowego moglibyśmy znaleźć w Samouzupełniającym się…
Dyrektor podniósł się z fotela unosząc wysoko brwi, a okulary zsunęły mu się na sam czubek nosa.
- Panie Lupin, jestem pod wrażeniem – uśmiechnął się. – Nawet ja na to nie wpadłem, a istotnie, to może być bardzo inspirująca lektura.
Remus zaczerwienił się nieznacznie i razem z Syriuszem poszli za dyrektorem. Albus Dumbledore otworzył czarną szafę z zaśniedziałymi złotymi gałkami po czym machnął kilka razy różdżką nad niewielką skrzynką. Skrzypnęła cicho, otworzyła się, a z jej wnętrza zaczęła się wynurzać obita w bordową skórę księga. Tomiszcze było o wiele za duże, by zmieścić się w tak małej skrzynce i była to zdecydowanie najobszerniejsza książka jaką Lupin i Syriusz widzieli w swoim życiu. Kiedy zdawało im się, że nigdy nie zobaczą jej końca, przestała się wynurzać.
- Pozwólcie najpierw, że zaprezentuje wam jak to działa – rzekł z uśmiechem dyrektor. Dotknął czubkiem różdżki pożółkłych kartek i powiedział wyraźnie: „Syriusz Black”, „Remus Lupin”. Z pomiędzy stronnic wyleciało w powietrze kilkaset kartek zapisanych zgrabnym, lekko pochyłym pismem.
- Czy to…?
- Tak, tak panie Black. Na tych kartkach zapisany jest każdy pana krok, który poczynił pan w tym zamku. Wszystko oznaczone jest datami, a nawet godzinami. Niezwykły wynalazek, niezwykły – zaśmiał się dyrektor, kiedy Syriusz zaczerwienił się po uszy. Jednocześnie obiecał sobie, że przeczyta kiedyś kartotekę Jamesa, by dowiedzieć się czy naprawdę wygrał zakład w 4. klasie, kiedy zarzekał się, że kalesony, które przyniósł należą do Minerwy McGonagall.
- Oczywiście – dodał szybko Albus, - wgląd do tej Historii Hogwartu mam tylko ja i to w wyjątkowych przypadkach. Tak naprawdę nie chcę wiedzieć wszystkiego o swoich uczniach. Zwłaszcza, jeśli chodzi o Huncwotów niewiedza jest błogosławieństwem – puścił im oczko, po czym machnął różdżką jeszcze raz aż ujawniły im się ostatnie strony ich biografii.
1 stycznia 1977 rok


Syriusz Black i Remus Lupin oglądają Samouzupełniający się Jedyny Egzemplarz Historii Hogwartu. Czytają ostatnią stronę


Tu zdanie było urwane. Syriusz zastanowił się przez chwilę, podszedł do biurka dyrektora, wziął kielich z wodą i wrócił do Remusa.


Czytają ostatnią stronę. Syriusz Black podszedł do biurka dyrektora i wziął kielich z wodą. Syriusz Black podszedł do Remusa Lupina.


- Hmm… a ciekawe czy…


Syriusz Black wylał wodę na głowę Remusa Lupina i nadepnął mu na stopę.


- Ale super! – krzyknął Black patrząc jak litery same wypisują się na kartkach, podczas gdy Remus skakał obok trzymając się za stopę.
- Patrz! „Remus Lupin skacze w gabinecie dyrektora trzymając się za stopę” – odczytał ze śmiechem.
- No bardzo śmieszne – mruknął Remus.  Dyrektor wydawał się być szczerze rozbawiony, ale jednym ruchem różdżki schował biografię Lunatyka i Łapy.
- Fineasz Westhouse – mruknął po chwili. – Czerwiec 1963r. – dodał, kiedy kartki z jego hogwardzką kroniką zawisły w powietrzu. Chłopcy ze wstrzymanymi oddechami przyglądali się kartkującym się stronnicom.


***


- Dorcas?
- Hmm? – odparła dziewczyna siedząc wtulona w ramię swojego chłopaka. Eliksir Ann przestawał działać i czuła jak ból głowy ponownie nawiedza jej skronia. Poddała się więc czułemu dotykowi Jack’a, który jakby czytając jej w myślach wplótł palce między jej krótkie czarne włosy i zataczał nimi delikatne koła.
- Opowiedzieć ci historię o tym jak pewna uparta, okropna dziewucha poddała się wreszcie mojemu urokowi?
Dorcas łypnęła na niego jednym okiem i uśmiechnęła się złośliwie.
- Jesteś okropny – mruknęła i schowała twarz w jego bluzie.
- Za to ty wspaniała – rzekł i pocałował ją w czubek głowy. Jeszcze do końca nie przywykł do jej obecności. Cały czas bał się, że to tylko jego wybujała wyobraźnia płata mu figle, a jego drobna, czarnowłosa dziewczyna zaraz zniknie. Jednak panna Meadows najwyraźniej nie miała tego w planach. Przytulała się do Jacka czując po raz pierwszy w życiu, że nie ma ochoty nigdzie uciekać. Do czasu…
- Co będziemy robić po szkole? – zapytał Turner.
- Pewnie będziemy się dalej uczyć. Nie znajdziemy pracy mając tylko dyplom ukończenia Hogwartu. Ja zamierzam startować do Akademii Sportów Magicznych. Najlepszym studentom dają w ramach stypendium roczne miejsce w Młodszej Lidze Quidditcha.
- No to chyba będziemy się uczyć razem – rozpromienił się Jack.
- Fajnie – skwitowała Dorcas czując, że za chwilę będzie musiała pójść po drugą porcję eliksiru, bo tępy ból opanował już jej czoło.
- Będziemy mogli pomyśleć nad wynajęciem wspólnego mieszkania.
Po tych słowach Meadows poderwała się jak oparzona. Spojrzała na Jacka oczami szerokimi jak galeony. Wspólne studia? Wspólne mieszkanie? Wspólne…? Poczuła jak dłonie zaczynają jej drżeć, a w głowie zapaliła się czerwona lampka „Uciekaj, zanim będzie za późno!”.
- Co się stało, kochanie? – zaniepokoił się Turner.
- Ko-kochanie? – powtórzyła coraz bardziej przerażona. Chyba dopiero teraz dotarło do niej w pełni, że jest w związku. Związku dwóch ludzi. Nie jest już ona sama, ale ma Jacka, a Jack ma ją. Nie jest już jedną, niezależną Dorcas Meadows. Poczuła się nagle jakby była zamknięta w czterech ścianach, które niebezpiecznie się do niej zbliżają, a ona nie ma dokąd uciec.
- Muszę odetchnąć świeżym powietrzem – wychrypiała i czym prędzej wybiegła z pokoju wspólnego Gryfonów. Jack chciał coś powiedzieć, ale otworzył tylko usta i niezrozumiałym wzrokiem wpatrywał się w miejsce, w którym przed chwilą stała jego dziewczyna.


***


Kiedy po Dorcas i Ann przyszli bliźniacy wreszcie mogłam odetchnąć. Teleturniej „Pod gradobiciem pytań”, który mi urządziły zaczął mi działać na nerwy. „Co wy sobie myśleliście, Lily?”, „Wrócicie do siebie, Lily?”, „Rozmawiałaś już z Jamesem, Lily?”, „Zjadłam twoje czekoladki, Lily”… No dobrze, to ostatnie może i nie dotyczy wczorajszego Sylwestra, ale i tak się zdenerwowałam, bo to były moje ulubione nadziewane malinowo-miodowe czekoladki. Postanowiłam zrobić porządki w swoim kufrze, a potem przejść się do kuchni po słodycze. Merlinie… jestem żałosna. Sprzątam pierwszego stycznia.Pierwsze co wpadło mi w ręce to złota sukienka. Spojrzałam na nią i mimowolnie powąchałam. Pokręciłam głową, po czym rzuciłam ją na łóżko i od razu poszłam po słodycze. Obiad sobie dzisiaj daruje, nie mam nastroju na racjonalne odżywianie.
Pomrukując z niezadowolenia pod nosem szłam w kierunku kuchni, kiedy drogę zastąpił mi Albus Dumbledor.
- Dzień dobry, profesorze. Szczęśliwego nowego roku.
- I nawzajem, Lily. W sumie to dobrze, że cię spotykam. Przed świętami mieliśmy naradę nauczycielską i postanowiliśmy zorganizować w tym roku bal z okazji walentynek. Chciałbym, abyś poruszyła ten temat na następnym zebraniu prefektów. Profesor McGonagall wprowadzi cię w szczegóły projektu…
- Ale profesorze – jęknęłam. Na samą myśl, że tak tandetne i pozbawione sensu święto ma być celebrowane balem, zrobiło mi się niedobrze. Zwłaszcza, że pamiętam jak zakończył się mój ostatni bal. – Czy nie lepiej zrobić po prostu pocztę walentynkową? Jak w zeszłym roku?
- Lily, jeśli masz za dużo do pracy, zlecę organizację komuś innemu – powiedział uśmiechając się dobrodusznie.
- Nie, to nie o to chodzi… Po prostu…Widzi pan, panie dyrektorze – podjęłam wątek, przybierając poważną minę. – Mogłoby się wydawać, że społeczność szkolna zrobi wszystko, by mieć wolne od lekcji, czy wziąć udział w balu, ale myślę, że wielu popiera moje zdanie: bal to uroczystość wyjątkowa, warto ją tracić na takie błahe wydarzenie jak walentynki?
- No cóż… W takim razie możemy urządzić plebiscyt – zadecydował dyrektor. – Umieszczę w wielkiej sali misę, do której będziecie wrzucać głosy. Myślę, że głosowanie może się odbyć w przyszły weekend. Bądź tak dobra, Lily i ogłoś to na najbliższym zebraniu.
Po tych słowach odszedł pogwizdując wesoło, a ja wznosząc ręce do nieba poszłam w swoim kierunku.


***


- Daj spokój, nie wierzę ci – zaśmiała się Ann popychając lekko Noah. Spacerowali bez celu po korytarzach Hogwartu, by ostatecznie zrelaksować się przed noworocznym nawałem nauki.
- Jack w życiu się do tego nie przyzna, ale kiedy był mały zakładał sukienki i buty naszej mamy.
- Niech no Dorcas to usłyszy. Nie da mu spokoju do końca życia.
Noah zaśmiał się pod nosem i spojrzał kątem oka na swoją nową przyjaciółkę. Od czasu niespodzianki jaką Jack przygotował dla Dorcas, spędzali ze sobą bardzo dużo czasu. Rozmawiali niemal codziennie i bardzo szybko się zaprzyjaźnili. Ann dziwiła się, że tak szybko poczuła się przy nim swobodnie. Zupełnie jakby byli rodzeństwem.
- Ann! – usłyszała za sobą znajomy głos i odwróciła się. Remus podbiegł do nich po czym zmierzył podejrzliwym wzrokiem Noah.
- Masz chwilę? Musimy porozmawiać o Fineaszu – to ważne.
Ann spojrzała niepewnie na Noah, ale ten pokręcił głową ze zrozumieniem.
- W porządku – uśmiechnął się. – Spotkamy się później.
Wisborn i Lupin usiedli na ławce. Po raz pierwszy od czasu rozstania czuli się w swoim towarzystwie na tyle swobodnie, by spojrzeć sobie prosto w oczy bez głupiego odwracania wzroku.
- Odkryliśmy coś niesamowitego. Dumbledore ułatwił nam dostęp do Samouzupełniającej się…
- Nie wierzę! Naprawdę?! – zdziwiła się Ann. – Dużo o niej słyszałam, ponoć jest niesamowita. Naprawdę spisuje wydarzenia na bierząco?
- Tak, ale to nie jest najlepsza część. Przeszliśmy od razu do czerwca 1963 roku, w którym Westhouse skończył Hogwart. Ale to nie wszystko. Westhouse zmarł w dniu, w którym otrzymał dyplom. Ale to nie wszystko. Spodziewaliśmy się, że zdanie o jego śmierci będzie ostatnim wpisem. Kilkaset kartek więcej obaliło naszą teorię.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
Remus nachylił się do Ann z tajemniczym uśmiechem.
- Że on wciąż tu jest. Z tego co wiemy, ostatnio kręcił się po Wieży Wschodniej.
Wisborn zakryła sobie usta ręką.
- Ale… skoro mieliście dostęp do wszystkiego co Westhouse robił w czasie pobytu w Hogwarcie dlaczego nie szukaliście czegoś o Przepisie?
Remus spojrzał na nią z politowaniem.
- Oczywiście, że szukaliśmy, ale nie znaleźliśmy nic podejrzanego. Próbowaliśmy różnych haseł: „przepis”, „eliksiry”, „nieśmiertelność” – na nic. Same wzmianki o lekcjach, dowcipach – swoją drogą, odkryliśmy kilka fajnych pomysłów – ale nie było tam nic, co mogłoby wzbudzić nasze podejrzenia. Dużo łatwiej po prostu go o to spytać.
- Kiedy macie zamiar do niego iść?
- Cóż… trzeba to dobrze rozegrać. Ale rozmawiałem z Jamesem. Voldemort naciska, więc trzeba to załatwić jak najszybciej.
Ann zagryzła wargę i spojrzała na swoje dłonie w zamyśleniu. Zrobili ogromny postęp, ale przed nimi nadal najtrudniejsza część zadania.
- Co zrobimy jak już znajdziemy Przepis? – wyraziła swojego obawy na głos.
Remus pokręcił głową. Sam nie wiedział. Będą się tym martwić jak już go znajdą.
Ann patrzyła na swojego ex-chłopaka i uśmiechnęła się do siebie. To była ich pierwsza, luźna rozmowa. Wreszcie zaczynali się czuć swobodnie w swoim towarzystwie. Wisborn cieszyła się, że najgorszy etap po rozstaniu mają już za sobą. Teraz może być tylko lepiej. Wiedziała, że Remus uważa to samo i ulżyło jej, że Lupin pogodził się z tym, co było tak naprawdę nieuniknione.
Pożegnali się, a Ann postanowiła poszukać Noah, aby usłyszeć resztę opowieści o małym Jacku-transwestycie. Remus odprowadził ją wzrokiem i westchnął z uśmiechem.
- Jeśli ten dupek ośmieli się ją tknąć to urwę mu wszystkie palce i powtykam kolejno w różne otwory jego ciała – powiedział na głos z satysfakcją i wstał odchodząc w przeciwnym kierunku.


***


Dorcas wybiegła z Wieży Gryffindoru nie zupełnie wiedząc dokąd ma się udać. Wiedziała jedno – musiała być w tym momencie jak najdalej od Jacka. Zbiegła na parter, a unoszący się zapach pieczeni zwabił ją prosto do Wielkiej Sali. Zbiegła po schodach cała roztrzęsiona tak, że wpadła na Syriusza, który właśnie z kolacji wracał.
- Hej, co ci jest? – zapytał łapiąc ją za ramiona i patrząc z niepokojem na jej zdezorientowaną minę.
- Hmm, cóż… Studiuję z Jackiem na ASM, wynajmujemy wspólne mieszkanie, a za pół roku kto wie?! Ślub i trójka dzieci! Nie wiem co dalej, ale Jack na pewno będzie wiedział, zapytaj jego! – wołała histerycznym tonem, a Syriusz coraz mniej rozumiał o co jej chodzi, ale instynkt Huncowta podpowiadał, że to będzie coś zabawnego.
- A mogłabyś tak od początku?
- Najpierw muszę coś zjeść – szepnęła patrząc wygłodniałym wzrokiem na drzwi do Wielkiej Sali.
- W takim razie, chodźmy – rzekł Black i obejmując ją ramieniem zaprowadził na ich stałe miejsca przy stole.
Po tym jak już nałożyła sobie stos pieczonych ziemniaków, kilka kawałków pieczonej polędwicy, oberwała od Syriusza tekstem o „chwili w buzi, wieczności w boczkach” mogła zacząć opowiadać.
- Siedzimy sobie, jest miło i nagle… jestem studentką i narzekam na wysoki czynsz mieszkania w Londynie, które wynajmuję razem z moim chłopakiem! Rozumiesz? Razem! – ekscytowała się machając w kierunku Łapy ziemniaczkiem nabitym na widelec.
- A ty martwiiisz się booo? – zapytał rozbawiony.
- Bo jesteśmy parą. Mam chłopaka! Nie randkę, która po 3 tygodniach się skończy! Jestem uwięziona, spętana. Jestem niewolnicą!
- Dorcas, chyba troszeczkę dramatyzujesz.
- Nie prawda, po prostu… Co się stało z moją niezależnością? Dlaczego dałam się omamić jakiemuś facetowi, który przy pierwszej lepszej okazji mnie zostawi?
Syriusz niespodziewanie wybuchł perlistym śmiechem.
- Ty moja mała hipokrytko! – Meadows spojrzała na niego z oburzeniem, a on kontynuował. – Boisz się, że chłopak cię zostawi, a sama każdemu robiłaś to samo. Twierdzisz, że faceci zmywają się jak tylko pojawi się trochę głębszych uczuć, a teraz postępujesz identycznie. Boisz się zaangażować, a nie ma czego się bać. To normalne, że zależy ci na tym by się wam ułożyło, a to pociąga za sobą pewien strach. Spójrz na to z innej strony: masz chłopaka, który planuje z tobą przyszłość – może faktycznie trochę na wyrost, ale nie o to tu chodzi. Jest w stanie poświęcić się dla ciebie, cieszy się na myśl, że jest możliwość, że spędzi z tobą życie. Pomyśl o tym – czy ty się nie cieszysz? Nie jesteś z kamienia, Dorcas. Ty też się możesz zakochać. I nie ma w tym nic strasznego.
- Dokładnie, Dorcas, otwórz się na miłość – dorzucił James z ustami pełnymi marchewki i uśmiechnął się do nich rozbrajająco.
- Od dawna tu siedzisz? – zapytała zdezorientowana.
- Dość długo, żeby usłyszeć porywającą przemowę profesora Blacka.
Dorcas spojrzała na Syriusza, który uśmiechnął się do niej pokrzepiającą.
- Tymi słowami Jack chciał wyrazić ile dla niego znaczysz i co do ciebie czuje.
- Masz racje – przytaknęła Meadows i nawet lekko się uśmiechnęła. – Nie mogę tak od razu panikować. To było głupie. Dziękuje, Syriusz – spojrzała na niego z wdzięcznością i nie kończąc obiadu, wyszła z Wielkiej Sali.
- Zaraz się porzygam – mruknął James patrząc ironicznie na Blacka.
- Wiem, co za idiota – mówić takie rzeczy Dorcas po niecałych 2 tygodniach spotykania się z nią. Czy on jej w ogóle nie zna? Daję im góra 3 tygodnie – dorzucił Syriusz i przybił piątkę z przyjacielem, po czym napił się soku patrząc na drzwi, za którymi przed chwilą zniknęła ich czarnowłosa przyjaciółka.


***


Syriusz opowiedział Jamesowi o wszystkim czego dowiedzieli się w gabinecie Dumbledore’a. Potter był niezwykle podekscytowany nowinami i postanowił zaraz po kolacji pójść do dyrektora, by omówić dokładnie dalszy plan działania. Czuł, że są coraz bliżej odkrycia zagadki Przepisu. Czeka ich na pewno jeszcze wiele pracy, ale fakt, że wiedzą, gdzie znajduje się teraz Westhouse jest niezwykle istotny. Pożegnał się z Łapą, który poszedł zająć się konserwacją piłek do Quidditcha i skierował się w stronę posągu chimery. Na drodze stanęłam mu jednak ja wyjadająca ostatnie czekoladki z pudełka.
- Nie wiesz, że to nie zdrowo objadać się na wieczór słodyczami? – zapytał z uśmiechem.
- Mówi się trudno, Ann zjadła mi całe pudełko, więc musiałam się jakoś pocieszyć.
- Innym pudełkiem?
- Dwoma, jeśli jesteś drobiazgowy – rzuciłam mimochodem.
James zaśmiał się pod nosem.



- Słyszałaś czego dowiedzieli się u Dumbledore’a Syriusz i Remus?
- Taaak… Niesamowita księga – powiedziałam zamyślona. Zapadła chwila ciszy, po czym James powiedział.
- Też masz ochotę sprawdzić, czy Syriusz naprawdę uprawiał seks w schowku na miotły z dwiema Puchonkami?
- Aż mnie skręca! Hogwart to siedlisko rozpusty – rzuciłam wesoło i poszliśmy w stronę Wieży Gryffindoru. Szliśmy rozmawiając jak zwykli znajomi. Nie było spięć, kłótni, ani aluzji co do wczorajszego wieczora. Właściwie naprawdę zachowywaliśmy się jakby nic się nie stało i to przecież chodziło. Przez cały dzień zdążyłam się oswoić z powracającymi wspomnieniami, więc teraz ani nie żałowałam tego, że się zbliżyliśmy do siebie, ani bym tego nie powtórzyła. Grunt, że mogliśmy rozmawiać normalnie, a ja mogłam myśleć o czymś innym niż o jego miękkich ustach.
- Nie miałeś iść do Dumbledora? – zagadnęłam, kiedy stanęliśmy pod portretem.
- A tak… Zagadałaś mnie – rzekł uśmiechając się przyjaźnie. – A ty co będziesz robiła?
- Cóż… dochodzi dziewiąta, a te czekoladki mnie trochę rozleniwiły, więc pewnie pójdę spać.
- W takim razie, śpij dobrze.
- Dzięki, a tobie życzę owocnych rozmów z dyrektorem.
Wymieniliśmy się uśmiechami i każde poszło w swoją stronę. Wdrapałam się po schodach do dormitorium i poszłam wziąć szybki prysznic. Kiedy wyszłam ubrana w ciepłą piżamkę, nikogo nie było jeszcze w dormitorium. Wzięłam więc do ręki złotą sukienkę, która nadal walała się po łóżku z zamiarem włożenia jej do kufra. Jednak zapach Potterowych perfum…


***


1 stycznia 1977r.


Lily Evans bierze do ręki sukienkę. Kładzie się do łóżka. Przytula do siebie sukienkę. Zasypia.


- James?
- Ah, tak, panie profesorze, już…

Lils
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Mój Profil

brak kategorii (26)
wszystkie (26)

sasha-beemisa2209



Lay by Andrea